Hellboy: Zdobywca czerw to w istocie niezły album. A nawet dużo więcej, niż niezły! Mamy tu [prawie] całą plejadę bohaterów znaną z uniwersum B.B.P.O.: Homar Johnson, Abe Sapien, homunkulus Roger, Laura Karnstein, Herman von Klempt, a w Epilogu - Hekate i Rasputina, a nawet Baba Jagę. Fabularnie miód malina - eksperymenty z pogranicza techniki i okultyzmu + przywołanie tytułowego czerwia. Dla mnie bomba ze 100kg trotylu!
Ech, nie wiem jak zacząć... Mam problem z tym albumem. No ale spróbujmy tak:
- Uwielbiam Ligę Niezwykłych Dżentelmenów wykreowaną przez mistrza-legendę komiksów, Alana Moore. Poprzednie albumy były wspaniałe - wiktoriański klimat, liczne nawiązania do innych utworów literackich, wyraziste postacie!
- "Stulecie: 1969" to przede wszystkim hołd dla czasów dzieci-kwiatów - sex, narkotyki i... sex. Muzyka jest gdzieś w tle, ale to tylko tło. Fabularnie jest wporzo; graficznie - zupełnie to do mnie nie przemawia :( przynajmniej jeśłi chodzi o kreskę, kolorystycznie jest juz ok, w psychodelicznym klimacie (ponoć isnpirowane obrazem Paula Ashby pt. Hyde Park, 1969, ale nie znalazłam nigdzie w sieci jego reprodukcji, to zamieszczam poniżej film z YouTube, gdzie można go zobaczyć). Postacie też nie bardzo, nawet bardzo nie bardzo - nie dają rady do tych sprzed wieków (tj. poprzednich zeszytów).
A o co chodzi w albumie? Zdradzać fabuły nie ma sensu, ale osią jest okultystyczny rytuał przemiany, który równie dobrze pasowałby do mojego ulubionego profesora Bell (uwielbiam go!). I to jest smaczne, przyznaję.
"Prawie kolos" to - jak pisze sam Mignola - wątek poboczny przygód o Hellboyu. To zeszyt, w którym ostatecznie miała zostać pogrzebana Liz Sherman, obdarzona pirotechniczną mocą agentka Biura ds. Paranormalnych i Obrony Kraju, a wyszło... Wyszło tak, że pierwsze skrzypce gra Homunculus (pamiętacie tom "Hellboy: Obudzić diabła"?). I dobrze! Historia świetnie skrojona, w warstwie fabularnej nawiązująca do klasyków (m.in. Frankensteina).
To bodajże najobszerniejszy wydany w Polsce zbiór przygód Chłopca z Piekła. Główny wątek kręci się wokół zemsty Baby Jagi na Hellboyu po stracie oka. Zemsta ma zostać dokonana przy pomocy nieśmiertelnego Kościeja, którego dusza przechowywana jest w jajku, które ukryte jest w kaczce, która ukryta jest w króliku, który ukryty jest w kozie... Czyż to nie piękny przykład adaptacji rosyjskiej zabawki 'Matrioszki' na potrzeby symboliki komiksu? Poza tym kilka wątków pobocznych, m.in. wybór nowej pani wiedźm i walka z Hekate. Sporo w tym zeszycie odwołań do podań ludowych Rosji. A motyw Kościeja, w którego wrósł las, bije wszystko, co do tej pory widziałam w komiksie!
Powyższa okładka to drugi tom; nie wiem na ile jest on kontynuacją pierwszego, gdyż tego nie czytałam, ale wg zawartości zeszytu wnioskuję, że jest to raczej luźna kontynuacja. W zbiorze umieszczono trzy historie. Pierwsza, "Wilki ze Świętego Augusta", to opowieść o przekleństwie likantropii, które spadło na pewien ród oraz pewne miasteczko. Bardzo klimatyczna, a dziewczynka-duch-z-głową-wilka faktycznie rewelacyjna (piszę 'faktycznie', bo i sam Mignola we wstępie poświęca jej uwagę). Druga historia - "Baba Jaga" - jest ważna ze względu na cały cykl Hellboya, gdyż to tutaj Baba Jaga traci oko. W końcu trzecia, tytułowa "Spętana trumna" bazuje na ciekawym zabiegu narracyjnym, gdyż w zasadzie jest ilustracją do listu Hellboya, który czyta Abe Sapien. Hellboy opowiada o potrzebie rozwikłania tajemnicy ruin kościoła w East Bromwich, czyli miejsca, w którym pojawił się w naszym świecie po rytuale przywołania z piekła (przez Rasputina i innych członków Operacji Ragnarok, ale to w innym zeszycie). Tom rewelacyjny. Szczerze polecam miłośniczkom gothic horrów i ambitnego komiksu.
Tutułowym diabłem tym razem nie jest Hellboy, a wampir Vladimir Giurescu. Osią fabuły są kuliy Operacji Ragnarok, a głównymi złymi kochanka Giurescu, Ilsa Haupstein i mistrz Rasputin. W zeszycie jest trochę zamotki: pojawia się homunculus, wykorzystując pirotechniczne moce Sherman; zostaje ujawniona siedziba zbiegłych dowódców Operacji Ragnarok, w tym odnaleziony profesor von Klempt (czuję, że jeszcze kiedyś może się obrócić przeciwko swoim pobratymcom); ginie (!) kilku agentów Biura... a Ilsa, przy pomocy rytuału sarkofagu (żelaznej damy) zostaje zamieniona w...
To dziwny tom, bardzo oniryczny i chociaż lubię tego rodzaju tajemniczość i niedopowiedzenia, to tym razem chyba nie chwyciłam. Mignola sam pisze we wstępie, że miał z tą historią problemy i siadał do niej kilkukrotnie. Inspirowana twórczością Williama Hope'a Hodgesa, opowieść morza - z tajemnicą zamku, afrykańskim szamanem i hydrą w tle. W epilogu pojawia się też Baba Jaga. Druga historia to "Ghul lub Refleksje o śmierci lub Poezja Robaków". Ta jest miodna! Trzecia to "Hydra i lew", krótka i bez rewelacji. Na koniec "Makoma..." inspirowana afrykańskimi podaniami i wierzeniami o powstaniu świata. Jednym słowem - różnorodnie!
To bodajże najbardziej znany bohater Mignoli. Hellboy. W tym zeszycie w zmaganiach z człowiekiem-żabą. W tle Operacja Ragnarok wraz z jej faszystowskimi twarzami: von Kruptem, Kurtzem, Ilsą Haupstein, doktorem Karlem Kroenen, i ich mistrzem... Rasputinem. To w tym tomie ginie fizyczność Rasputina, trafiona harpunem przez Abe Sapien'a. Hellboy, jak Hellboy - koło niego nie da się przejśc obojętnie. Ja go uwielbiam! ;)
Album "Profesor Bell" kupiłam prawie w ciemno, jedynym światłem przy tej okazji było kilka rysunków, które w pośpiechu zobaczyłam przeglądając komiks w empiku (konkretnie w tym empiku). Świetna klimatyczna kreska, fantastyczna oniryczna fabuła i interesujący bohater, zmagający się na codzień z tym, co nieznane. Czuć wpływy Lovecrafta. W Polsce ukazał się do tej pory jeden album, zawierający dwie historie, w oryginale wydane osobno: "Dwugłowy Meksykanin" oraz "Lalki Jerozolimy". Całość (uwidoczniona na zdjęciu powyżej), wydana w oryginale we Francji, do tej pory dorobiła się pięciu części. Ja swój zestaw zakupiłam na francuskim ebay'u. Było warto!
To drugi tom z cyklu "Parasol Protektoratu". Wcześniejszy tom - "Bezduszna" - mam już za sobą. Kto czytał, to wie: przygody bezdusznej wyzwolonej milady, osadzone w wiktoriańskim Londynie, w którym wraz z ludźmi koogzystują nadprzyrodzeni - wampiry, wilkołaki i duchy. Pisana tak, że trafia w serce czytelniczek zwłaszcza. Drugi tom jednak słabszy od pierwszego i to zdecydowanie. Egipska tajemnicza broń, szkocki zamek, intryga francuska. Nowa postać - madame Lefoux - intrygująca, aczkolwiek całość niepodołała. Przedostatni rozdział, w którym wykłada się na talerzu "o co common" dodatkowo zniechęca. Z ciekawostek i przy okazji: na stronie autorki galeria postaci (Angelique i Lefoux faktycznie wyglądają apetycznie - mniam :).